blog o byciu damą, która daje radę

Jak zmienić nawyki żywieniowe i znaleźć na to czas?

Jak zmienić nawyki żywieniowe i znaleźć na to czas?

Jak tam realizacja Waszych postanowień noworocznych? No właśnie… ;). Co roku na szczycie wielu tego typu list znajduje się magiczne hasło „schudnąć”. Możliwe, że pojawia się też „nie jeść słodyczy” i wszelkie inne postanowienia, które mają nas naprowadzić na ścieżkę zdrowego stylu życia i raz na zawsze pomóc rozprawić się z niepochlebnymi nawykami. Mnie się to nieco udało i trochę o tym opowiem.

Świadomość zdrowego stylu życia niesamowicie wzrosła w ostatnich latach i jest to ogromnie pozytywne. Być może sami zrobiliście rewolucję w swoim życiu i przeskoczyliście z auta na rower, a białe buły z serem zastąpiliście owsianką. Wciąż jednak w temacie zdrowego odżywiania można spotkać się z hasłami „nie mam na to czasu”, „to kosztuje”, „co w takim razie jeść, skoro wszystko jest niezdrowe?”. Fakt, owoce i warzywa z marketu nie są może najlepszej jakości, ale wciąż są chyba lepsze niż przekąska w formie batonika i coli?

Dla mnie, jako dla osoby właściwie niegotującej bądź gotującej bardzo rzadko, zmiana nawyków żywieniowych nie była łatwa. Prawdę mówiąc była to prawdziwa rewolucja, która wymagała czasu i wprowadzania stopniowych zmian. Gdy na podstawie wyników badań i konsultacji z dietetykiem okazało się, że muszę zrezygnować z niektórych produktów, pojawił się prawdziwy dramat. Jak żyć? Bez sera żółtego, pleśniowego, mąki pszennej, batonika, sosu z proszku, makaronu, jogurtów, mleka? Na szczęście nic wielkiego się nie stanie jak od czasu do czasu zjem normalnie gluten czy nabiał, więc czasami robię sobie odstępstwa. Ale zmiana zaszła – piekę chleb i domowe ciastka, nie kupuję słodyczy (zdarza się, gdy mamy gości), czytam etykiety. Przede mną jeszcze bardzo długa droga, ale jestem chyba na dobrej ścieżce. Bo widzę rezultaty, a moje wyniki badań tylko to potwierdzają. W dodatku częściej zaczęłam gotować, zupełnie zmieniłam swoje podejście do zakupów, a moje nawyki wpływają też na drugiego domownika. Co nie znaczy oczywiście, że od czasu do czasu nie zjem na mieście z dziką przyjemnością ulubionych naleśników z bitą śmietaną i polewą czekoladową, pizzy czy lodów, a na imprezie nie odmawiam sobie chipsów. Robię to po prostu dużo rzadziej niż kiedyś i z większą świadomością konsekwencji, jakie będę musiała ponieść 😉 (gorsza cera, marne samopoczucie, wzdęcia itd.).

Co mi w tym pomogło?

Właściwie jeden nawyk. Strasznie banalny, możecie go wyśmiać, ale w moim przypadku skuteczny. Za namową dietetyczki każdego dnia, przez kilka miesięcy zapisywałam w tabeli wszystko, co spożyłam – każdy posiłek, przekąskę, napój (pierwsza pozycja w tabeli to pobudka, ostatnia – spanie). Czasem po jedzeniu, czasami wieczorem robiłam sobie krótkie przypomnienie i zapisywałam skrupulatnie, co wpadło danego dnia do mojego żołądka. Na każdej wizycie dietetyczka przeglądała moje zapiski i podkreślała to, co mi nie służy. W ten sposób dokładnie prześledziłam, jak się odżywiam i co mogę zmienić. Stopniowo eliminowałam wszystkie śmieci, przetworzone jedzenie, a później pszenicę, nabiał, na końcu gluten. Uregulowałam swoje posiłki, częściej zastanawiałam się nad tym, co wybieram, i zaczęłam mieć większą kontrolę nad tym, co jem. Banalne, choć w praktyce dla mnie nie było to wcale takie łatwe. Jak ktoś je codziennie kanapki z serem na śniadanie, na obiad makaron, a jego dieta wciąż przypomina czasy studenckie, to wie, że trudno to zmienić z dnia na dzień. Wiedziałam jednak po co to wszystko robię, miało to dla mnie duże znaczenie, więc szybciej się mobilizowałam. A skoro po upływie dłuższego czasu widzę, że jest tylko lepiej (m.in. po wynikach badań i samopoczuciu), więc chyba było warto?

Tabela wyglądała mniej więcej tak.

Dziś już tego nie robię, ale nawyk pozostał w głowie. Często łapię się na tym, że wieczorami myślę, co w danym dniu zjadłam i np. w związku z tym, o co mogę sobie uzupełnić kolację, czy co przygotować na następny dzień. Częściej muszę też myśleć z wyprzedzeniem, np. co zabiorę na drugie śniadanie do pracy, a to pozwala uniknąć sięgania po cokolwiek, gdy dopada mnie głód. Nie kupuję też tego, co mi nie służy. Po prostu, jak nie ma tego w domu, to tego nie zjem – logiczne, a jestem zbyt leniwa, by biec do sklepu ;).

A co z czasem? Kiedyś wydawało mi się, że jem byle jak, bo nie mam czasu na „normalne” posiłki, a spędzenie w kuchni więcej niż 20 min. wydawało mi się przesadą. Jak się okazuje, w 20 min. można wiele zdziałać i nie jest to skomplikowane ;). Kwestia wyboru. Dla mnie pomocne okazało się też zebranie i uporządkowanie przepisów kulinarnych w jednym segregatorze i planowanie posiłków z wyprzedzeniem, choćby jednodniowym. Wiem, że niektórzy robią tygodniowy plan obiadów i to im pomaga (m.in. zaoszczędzić czas, lepiej ogarnąć zakupy itd.). Ja tego nie stosuję, ale wierzę w skuteczność takiego rozwiązania. Czasem ugotuję też czegoś więcej, by wziąć na następny dzień do pracy na drugie śniadanie, wykorzystać w innym daniu czy zamrozić, by odgrzać, gdy czasu bądź chęci na zrobienie czegokolwiek jest naprawdę niewiele. Dużo inspiracji czerpię też od koleżanek, które lubią gotować, i chętnie dzielą się znalezionymi przepisami.

Są jeszcze dwie kwestie. Pierwsza – zmiana nawyków żywieniowych bardzo przełożyła się u mnie za zakupy. Jakoś robię je teraz rozsądniej, nie kupuję zbędnych rzeczy, rzadziej coś wyrzucam i nawet powiedziałabym, że oszczędzam. Druga – wsparcie domowników we wprowadzaniu takich zmian jest naprawdę niepojęcie pomocne, nawet gdy mimo wszystko nie chcą sami przestawić się na rezygnację z niektórych rzeczy ;).

A co Wam pomaga w lepszym dbaniu o odżywianie? Skąd czerpiecie wiedzę i inspirację? Dajcie znać!

NOTATKI I PRZYDATNOŚCI:


  • Fly me to the spoon – bardzo fajny blog o podróżach i gotowaniu. Czerpię od Doroty wiele pysznych przepisów.
  • Zamień chemię na jedzenie – dawno temu polecona przez przyjaciółkę książka, która bardzo mi pomogła w zmianie nawyków.
  • Pyszne ciastka 😉
  • Tabela do zapisywania posiłków do pobrania i modyfikowania tutaj.

podpis-Marta



4 thoughts on “Jak zmienić nawyki żywieniowe i znaleźć na to czas?”

  • Dla zabieganych – tabelkę można sobie przygotować jak jak inne “trackery” w stylu bullet journal (np. u mnie była to lista rzeczy w rzędach z datami w kolumnach, zrobiona w zeszycie w kratkę) a potem tylko zaznaczać “x” co danego dnia się zjadło i jak się czuło. Teraz z innych przyczyn staram się śledzić, czy zjadłam zalecane 5 porcji warzyw i owoców i też to robię z pomocą takiej prostej tabelki, którą rozrysowałam sobie na kilka miesięcy.

    • Myszka – och nawet nie mów – KOCHAM #bujo i kocham trackery 🙂 Świetnie, że zasugerowałaś taki sposób śledzenia tych nawyków. Pochwal się swoim bulletem!

  • Ja mam tak, że nigdy nie ciągnęło mnie do kuchni i Mama nie zdołała mi przekazać swoich sekretnych przepisów i ogólnie nauczyć gotować. Mój jadłospis na tym bardzo cierpi. Ale mam jeszcze czas by się tego nauczyć. Jedno jest pewne, faceta przez żołądek nie poderwie.

    • Wiesz co, ludzie się uzupełniają- może po prostu potrzebny Ci facet-kucharz albo kucharz-pasjonat? 🙂 A tak serio- chciałabyś się nauczyć gotować więcej dań?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *