blog o byciu damą, która daje radę

Prosty eksperyment, który każdy może przeprowadzić

Prosty eksperyment, który każdy może przeprowadzić

Albo mam szczęście do ludzi, albo mieszkam w wyjątkowo przyjaznym miejscu, ostatnio spotyka mnie bowiem sporo życzliwości. A tu na spacerze z dzieckiem ktoś przepuści w drzwiach bądź z uśmiechem na ustach je przytrzyma, gdy zechcę wejść do sklepu, a tu nawet ktoś podejdzie do mnie stojącej w kolejce i zaproponuje, by przejść na jej początek, bo po co mam długo czekać, skoro biorę tylko kilka rzeczy. Ok, być może działa tak na niektórych widok małego brzdąca, tak czy inaczej jest to dla mnie miłym zaskoczeniem. I choć „społeczeństwo jest niemiłe” to okazji mam sporo, by przypomnieć sobie, jak niewiele trzeba, by obdarzyć się zwyczajną życzliwością, a tym samym poprawić humor komuś i sobie samej. No bo w sumie, czemu nie?

Wiesz, jak jest. Powiedzmy, że możesz przez cały dzień obsługiwać w pracy najróżniejszych klientów, wiecznie niezadowolonych, obojętnych, zwyczajnych, a wystarczy jeden, który powie coś miłego, doceni, zwróci na coś życzliwie uwagę i zapamiętuje się ten moment na długo. No banał przecież. Idzie też grudzień, niebawem święta, a ten czas jakoś inaczej nastraja ludzi do życia i w wielu z nas budzi się jakaś głęboko skrywana serdeczność i chęć czynienia dobra. Taka magia grudnia. Nie dałoby się jej przytrzymać jakoś dłużej?

Kultury tym mniej, im nas więcej

Amy Alkon w książce pt. „Dobre maniery dla miłych ludzi, którzy czasem mówią k***a” przytacza badania brytyjskiego antropologa Robina Dunbara, który przyjrzał się rozmiarowi kory nowej u ludzi i stwierdził, że pojedyncza osoba ma zdolność utrzymywania kontaktów towarzyskich z najwyżej 150 innymi osobami. Aby to zweryfikować, Dunbar dotarł do źródeł archeologicznych, które wskazywały na to, że w historii ludzkości społeczności łowiecko-zbierackie, plemiona, tradycyjne wioski w społeczeństwie rolniczym, grupy żołnierzy w większości jednostek militarnych liczyły właśnie ok. 150 osób. Zdaniem antropologa nad grupą powyżej 150 osób trudniej jest zapanować, ludzie mniej się kojarzą i w związku z tym nie są skłonni do utrzymywania ze sobą życzliwych relacji. Tym samym też w dużych społecznościach, zwyczajnie na ulicach, łatwiej o brak kultury.

Teoria Dunbara znalazła zastosowanie m.in. w zarządzaniu. Przykładowo Bill Gore, założyciel firmy produkującej materiał Gore-Tex, zatrudniał w swoich zakładach najwyżej 200 osób (otwierał nową fabrykę, gdy w firmie pojawiało się więcej osób), bo zauważył, że w takiej grupie jest większa wola współpracy. Wnioski Dunbara przełożono też na funkcjonowanie w mediach społecznościowych. Okazuje się, że gdy liczba znajomych na Facebooku przekracza 150, to kolejne nawiązane kontakty nie mają już znaczenia. Więcej o tzw. liczbie Dunbara znajdziesz tutaj.

W mniejszych społecznościach chamskie zachowanie jest bardziej napiętnowane. Ludzie się znają, nie są sobie obcy, więc niewłaściwe traktowanie jest łatwo dostrzegane i nie uchodzi na sucho. W większych grupach, wobec obcych osób możemy się zachować obojętnie czy niestosownie bez żadnych konsekwencji. Stąd też Amy Alkon zachęca, by to zmienić i traktować nieznajomych jak swoich sąsiadów – uśmiechnąć się do kogoś, zagadać do kasjera w sklepie, powiedzieć coś miłego itd. Tego typu zachowanie stało się podstawą do przeprowadzenia prostego eksperymentu realizowanego w 2013 roku przez jedną z dziennikarek Gazety Wyborczej.

Dobre słowa

Renata Radłowska przez rok mówiła miłe rzeczy przypadkowo spotykanym ludziom w autobusach, na poczcie, w urzędach itd. Mówiła m.in.:

– Świetne sznurówki (do mężczyzny ze śmieciarki, który właśnie zabierał się do opróżniania kubła na śmieci).
– Przepraszam, że na panią patrzę, ale w życiu nie widziałam tak intensywnie rudych włosów. Są piękne. I pewnie naturalne.
– Ładnie się ksiądz uśmiecha. To rzadkość, żeby ksiądz uśmiechał się do ludzi bez powodu (ksiądz jechał tramwajem i przyznał jej rację).
– W szarym jest panu bardzo ładnie (do mężczyzny w pociągu, który nerwowo poprawiał krawat co pięć sekund).
– Ma pani ładny charakter pisma, dziś to wyjątkowa rzecz (do rejestratorki w przychodni).
– Ładnie panu za tą kierownicą (do kierowcy autobusu, bardzo zmęczonego kierowcy; odpowiedział, że słyszał to już raz, w 1999 roku).

W ciągu roku dziennikarka przekazała dobre słowo prawie 600 osobom. Reakcje były różne. Niektórzy obdarowywali ją właśnie zakupionymi jabłkami albo drożdżówkami, udzielali porad, zapraszali na kawę, dzielili się historiami ze swojego życia albo uznawali za wariatkę.

Tekst został opublikowany w 2014 roku i z tego co pamiętam spotkał się z dosyć ciepłym odbiorem (możesz go przeczytać tutaj). Cieszę się, że sobie o nim przypomniałam, bo chętnie poeksperymentuję w ten sposób. Chcę też wierzyć, że okazana życzliwość wędruje dalej – osoby, którym ją okażemy, będą skłonne przekazać ją innym. I nawet jeśli to naiwne, to chętnie zaryzykuję. A Ty? 😉



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *