uporządkuj głowę, relacje i przestrzeń.

“Tatuażysta z Auschwitz” – recenzja, czy warto przeczytać

“Tatuażysta z Auschwitz” – recenzja, czy warto przeczytać

Książka “Tatuażysta z Auschwitz” ukazała się w 2018 roku i szybko znalazła się na liście Bestsellerów New York Timesa. Opowiada historię wielkiej miłości Lalego i Gity Sokolov, którzy poznali się w Auschwitz. On pracował tam jako tatuażysta, ona była jedną z osób, które tatuował. Poniżej szczera recenzja “Tatuażysty z Auschwitz”

Jeżeli masz Czytelniku choć maleńkie pojęcie o tym, co działo się w Auschwitz, nie sięgaj po tę książkę, bo tylko Cię zdenerwuje. Historia spisana przez Morris jest płytka jak staw w Krępnej, a czyta ją się lekko i przyjemnie jak typową powieść na wakacje. Szybko ma się wrażenie, że przebywanie w obozie było podobne do surowych kolonii dla dzieci z poprawczaka, a przy odrobinie sprytu można było sobie tam zapewnić całkiem znośne życie. 

Parawanowa literatura obozowa

Dla mnie literatura poruszające wątki obozowe powinna wykręcać bebechy – pokazywać uczciwie tragiczną sytuację więźniów i chwytać za serce osobistą historią czyjegoś dramatu. Tak się dzieje np. w “Dymach nad Birkenau” Seweryny Szmaglewskiej, która faktycznie w obozie była i opisała doświadczenia swoje i osób, które tam spotkała. Tę książkę czyta się ze ściśniętym brzuchem, wielkim przejęciem i totalnym rozwaleniem psychicznym. Natomiast jedyna rzecz, którą wykręca “Tatuażysta z Auschwitz” to fakty.

Heather Morris spisała historię opowiedzianą jej przez byłego więźnia obozu. Oczywiście to ważne, żeby pozostać wiernym czyjejś opowieści. Ale jeszcze ważniejszym jest, by opowiadając tę historię nie utracić autentyzmu i nie wypaczyć prawdy. A z oboma grzechami mamy niestety do czynienia w przypadku “Tatuażysty z Auschwitz”. 

Pozwolę sobie przytoczyć delikatny spoiler z początku książki, który powie Wam wszystko o jej jakości. Wyobraźcie sobie Żydów stojących w kolejce do bycia przyjętym do obozu. Już zorientowali się, że ich własność przepadnie bezpowrotnie w rękach Nazistów, że muszą oddać każdą sztukę odzieży i pieniądz ostatni. Widzieli na własne oczy, że każda, nawet najmniejsza niesubordynacja może kończyć się “kulą w łeb”. I co robi nasz bohater? Nie może dopuścić do tego, by jego pieniądze trafiły w Niemieckie łapy! W geście protestu, bardzo filmowo rzuca zapałkę na stosik paląc odzież i ukryte skarby. Bez strachu najmniejszego, bez cienia wahania. No powiedz mi Czytelniku drogi, kto przy zdrowych zmysłach zrobiłby coś takiego w sytuacji zagrożenia życia? W obozie śmierci?! Oprócz koszmarnie teatralnych scen, książka naszpikowana jest nieścisłościami historycznymi, których autorka nie miała czasu sprawdzić. Wszystkie wychwycili specjaliści pracujący w Muzeum Auschwitz, tworząc nawet specjalny raport im poświęcony do którego link znajdziecie w notatkach do tej recenzji.

Problem książki Morris polega na tym, że autorka tak naprawdę nie jest powieściopisarką. Przez wiele lat uczyła się sztuki pisania scenariuszy i historia Lalego napisana była w oryginale jako scenariusz, który następnie przerobiła na powieść.  I dlatego wydaje mi się próbuje “podrasować” obozową rzeczywistość. Ubarwia wspomnienia i idzie o krok dalej, bo wiadomo, że w scenariuszu filmowym lepiej ogląda się sytuacje wyraźne a nie “nudę” nie wychylania się i codziennej walki o przeżycie. 

Jeżeli szukasz prawdy o Auschwitz, nie trać czasu na tę książkę.
Nie czytaj jej, jeżeli lubisz rzetelną literaturę. 
Nada się natomiast na plażę jako lekkie czytadło parawanowe. Czyta się szybko i jeszcze szybciej można o tej historii zapomnieć. Tylko po co czytać, jeżeli świat pełen jest książek ciekawszych i fajniejszych, które lepiej zapełnią czas za parawanem.

Ocena

Książkę oceniam jako 2/10
Pomimo zapewne dobrych chęci autorki, książka wychodzi bardziej na wakacyjne czytadło, niż literaturę prawdziwego formatu.

+ sama historia miłości w obozie jest ciekawa
+ czyta się szybko

— brak merytoryki,
— szukanie “tanich sensacji”,
— mało przekonujące zachowanie bohaterów,
— przekłamania prawdy historycznej,
— nadanie poważnej tematyce lekkiego tonu,
— pisanie “pod scenariusz’.

“Memoria” Nr. 14 (11/2018) – link do periodyku zawierającego artykuł Wandy Witek-Malickiej “Tatuażysta z Auschwitz –sprawdzamy fakty” wydany z ramienia Centrum Badań Muzeum Auschwitz.

Imię głównego bohatera tak naprawdę brzmi “Lali” a nie “Lale” – wg NY Times syn głównego bohatera zgłosił obiekcję co do tej zmiany w książce.

Zdjęcie Laligo i Gity, bohaterów książki. Zdjęcie:
Echo publishing, źródło: https://www.theguardian.com

Morris pierwotnie napisała opowieść jako scenariusz. Swój projekt wystawiła na Kickstarterze i udało jej się zdobyć fundusze na realizację książki.

Heather Morris pracuje już nad sequelem ksiażki, który ma skupić się na losach jednej z postaci drugoplanowych Tatuażysty – Cilki. Według badaczy prawdziwość postaci i jej historii jest “wysoce wątpliwa”

auschwitz.org – strona główna Muzeum w Auschwitz. Umów się na zwiedzanie przez Visit Auschwitz.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.